Marynarka Markizy.

Marynarka, o której nie umiałam nawet zamarzyć. Czyli o tym, jak w ręce ignoranta wpadnie wyjątkowe ubranie.

Osiem lat temu przeżyłam niebanalną przygodę z ubraniami. A wszystko za sprawą wyjazdu na włoskie wakacje. O ile spodziewałam się pysznej pizzy, wyśmienitego espresso i niesamowitych porcji gelato, o tyle zupełnie nie przewidziałam, że moja walizka będzie zupełnie nieadekwatnych rozmiarów.

Szesnastowieczna posiadłość, w której mieliśmy z moim mężem zaszczyt gościć totalnie nas olśniła, zaskoczyła i sprawiła…, że przez pierwszy tydzień nie umieliśmy trafić do własnego pokoju.

Zakamarki, tajne przejścia, otwierane podłogi i przesuwane ściany – to wszystko było, jak baśniowe objawienie. Każdego dnia odkrywaliśmy coś, w co nie mogliśmy uwierzyć: kufry pełne sreber, piwnice pełne stuletnich win, piętrowe ogrody i prywatna plaża do naszej dyspozycji. A wszystko dzięki niebywałej rodzinie włoskich arystokratów, którzy postanowili ugościć nas, jak dzieci królewskie. Wówczas pierwszy raz i jak do tej pory – jedyny – w naszym życiu, gospodarz domu przywitał nas toastem, a wszystko przy akompaniamencie Czajkowskiego i niesamowitej iluminacji, którą przygotował specjalnie na nasze przybycie. Byliśmy oszołomieni, jak ludzie pod ciągłym wpływem szampanowych bąbelków. Bo kiedy masz okazję napić się zacnego z trunku z kieliszków darowanych przez Napoleona, nie jesteś w stanie utrzymać emocjonalnego pionu.

Jednakże wszystko zmierzało do tego jednego momentu, dla mnie tak ekscytującego, że do dziś odczuwam ciarki biegnące po moich plecach na wspomnienie chwili. Chwili, w której gospodarz domu zaprosił mnie do zamkowych garderobian, przepastnych szaf, w których każde ubranie było oznaczone etykietą i dokładnie opisane, odatowane i wypielęgnowane niczym cenny skarb. Ciuchy przewiązane wstążkami, układane według dat, fasonów, kolorów, kształtów, charakteru guzików, kołnierzyków… Uczta dla oczu dziewczyny, która w tamtym momencie była w posiadaniu zazwyczaj najtańszych ubrań, pochodzących ze stoisk straganowych. To wtedy właśnie po raz pierwszy opuszki moich palców mogły rokoszować się dotykiem wybornych tkanin. To wtedy po raz pierwszy mogłam zobaczyć, co oznaczają fasony od Chanel, Valentino, Prady i całego mnóstwa projektantów, o których istnieniu nie miałam pojęcia.

I wtedy właśnie zdarzyło się coś tak nieoczywistego, bowiem usłyszeć zdanie: “wybierz sobie cokolwiek Ci się podoba” jest czymś, w co nie można uwierzyć od tak, po prostu. Tak bardzo nie umiałam przyswoić usłyszanego zdania: że mogę naprawdę wziąć ubrania, które chcę, że kilkakrotnie byłam odprowadzana z powrotem do zamkowych szaf. Ilość ubrań, jaką miałam odwagę wybrać, była bowiem oceniana na zbyt skromną.

I oto, w wielkim skrócie, jest cała historia tego, w jaki sposób trafiła do mnie marynarka z prezentowanych zdjęć. Marynarka, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie estetyczne, sprawiając, że poczułam się w niej, jak kobieta sukcesu. Niemniej, dopiero całkiem niedawno (o tak, ja IGNORANT) przyszło mi do głowy, by sprawdzić wykonawcę tego jakże wyjątkowego w swym fasonie ciucha. Niesamowicie vintage’owa etykieta zdradziła tajemnicę żakietu, który wyszedł spod palców bardzo znamienitych rzymskich krawców w 1975r. O niemal stuletniej tradycji szycia, ubierania sław i wspaniałej historii możecie przeczytać na stronie tychże wyrafinowanych rzemieślników: TOMMY & GIULIO CARACENI.

Tymczasem ja, za każdym razem, gdy odczuwam wyjątkowość chwili, za każdym razem, gdy spodziewam się wyjątkowych spotkań, zakładam moją rzymską marynarkę i rozkoszuję się wspomnieniami!

 

 

Marynarka TOMMY & GIULIO CARACENI | pozostałe ubrania i akcesoria VINTAGE | zdjęcia ZBIGNIEW FONS

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Phone: +48 668 166 010
63-300 Pleszew