Bez scenariusza
Bez scenariusza

Miałyśmy być we trzy plus fotograf, czyli osobisty mój mąż. To miał być Wrocław i nie środek maja, tylko środek marca. Wymyśliłam, że do tych pięknych sukienek dołączymy wielkomiejską scenerię. Roześmiane, pewne siebie, z naręczami tulipanów ruszymy w miasto, a nasz paparazzi uchwyci niepowtarzalne momenty radości, płynącej ze spotkania. Chciałyśmy opowiedzieć światu, dlaczego młodsze i starsze, pewne siebie, wykształcone, z wieloma pasjami kobiety, stawiają w modzie na klasykę. Na fasony nawiązujące do minionych dekad. Spójrzcie poniżej. Dowiecie się, ile nam z tych planów zostało.


Bez scenariusza. Dla mnie to nie pierwszyzna. Spontaniczne działania są integralną częścią mojego życia. Nigdy chyba już z tego nie wyrosnę. Dla Żanetki to może już nie taka codzienność, jak dla mnie, ale i ona się dała wplątać w szalony wir zdarzeń, których owocem były te zdjęcia.
Mamy to szczęście, że mieszkamy w sąsiadujących ze sobą miasteczkach.
Pewne było tylko to, jakie sukienki włożymy na siebie. Żaneta, jako jasna wiosna wybrała piękną łososiową rozkloszowaną midi sukienkę, ja – w niebieskim odcieniu, jako kobieta chłodne lato.
Kołysane delikatym majowym wietrzykiem, wyglądały wspaniale na tle rzepaków, łąk i opuszczonych wielkopolskich domów.
Pod każdym względem czułam się jak jedna z bohaterek „Dumy i Uprzedzenia”.
Jakbym wyszła na przechadzkę z siostrą.
To prawdziwie niezwykłe, że internet można wykorzystać, by gromadzić wokół siebie wspaniałych ludzi.
Ja jestem z tych, co nie marudzi, że jej internety odbierają życie. Że świat jest taki zły, bo ten okropny facebook i instagram… Polubiłam się z nimi. Nieustannie podbijam je w celu wyłapywania bratnich dusz. I każdego dnia jestem wdzięczna za te możliwości.
Tak było właśnie z Żanetą.

 

Nie wiem, czy do tego wpisu potrzeba więcej słów.
Chciałabym, by sielskie kadry mówiły wszystko.
Na słowa jeszcze przyjdzie czas. Bo przyjdzie jeszcze moment, w którym we trzy, Żaneta, Marta, Aneta, dziewczyny, które spotkały się w internetach, zejdziemy się w dużym mieście, by zrealizować od dawna planowany scenariusz.

Słów kilka od Żanetki.

Kiedy spontaniczność porywa misterny plan

Sierpień 2018, słońce zeszło już troszkę niżej, gorąco jest nadal, ale to przestało być tak uciążliwe, jak w lipcu. Idealny moment na spacery w letnich sukienkach. I na spontaniczne spotkania, bo to właśnie wtedy z przestrzeni internetowej, gdzie znałyśmy się z Anetą tylko ze zdjęć, postanowiłyśmy zobaczyć się na żywo.

Znacie uczucie, w którym próbujecie sobie przypomnieć rozmowę, którą właśnie przeprowadziliście i totalnie nie pamiętacie jakie tematy były poruszone, bo rozmowa tak płynęła, że został poruszony ogrom wątków? Zazwyczaj żaden z nich nie zostaje dokończony, co daje nieskończoną ilość pretekstów do następnych spotkań.

 

Aneta słynie ze spontaniczności. Nic więc dziwnego, że zaproponowała mi, abyśmyspotkały się na wspólnej sesji następnego dnia. Myślę: „Sesja? Jutro? Wspaniale!” Nawet nie zdążyłam się zestresować.

Ten nieoczekiwany wypad śmiało mogę porównać do dobrej rozmowy. Tyle niedokończonych wątków, tyle rzeczy, które chciałoby się powtórzyć lub zrobić odrobinę lepiej i tyle słów, które chciałoby się powiedzieć pomiędzy kadrami. Czy to nie daje nieograniczonej liczby pretekstów do następnych spotkań i ujęć? Jeśli sama atmosfera w trakcie trwania sesji jest mało przekonująca, to jej efekty mówią same za siebie i są niepodważalnym argumentem, że ten dzień był po prostu wspaniały.

 

Słów kilka o sesji zdjęciowej ze strony miłośniczki tabel i wykresów.

W temacie zamykania swoich koncepcji piękna w kadrach jestem mocno niedoświadczona. Nic więc dziwnego, że pierwsze ujęcie z tego dnia przedstawia dwie kobiety o różnych twarzach. Jedna mówi: „wspaniale”, a druga, moja, krzywi się jakby chciała powiedzieć: „w co ja się wpakowałam…”. Szybko jednak zrozumiałam, że sesja zdjęciowa to pozowanie tylko w 9,5%. Subiektywne obserwacje wykazują, że reszta dzieli się pomiędzy autentyczność (48,21%) i dobrą zabawę (42,29%) (:D).

Tym sposobem opowiedziałam mojej towarzyszce o zwyczajach ludowych związanych z bzem, podczas gdy ona dbała o kompozcję. Zwiedziliśmy wspaniałe miejsca snuąjąc opowieści. Żadne słowo nie było głupie, każdy gest był mile wiedziany – pełna naturalność. Pod koniec sesji dotarłam do tych artystycznych strun mojego serca, przykrytych liniami trendu i zestawieniami tabelarycznymi. Jak dobrze odnaleźć źródło.

Za to dziękuję Anecie, która jest świetnym kompanem nie tylko w rozmowach, ale i wspólnych działaniach, oraz Zbyszkowi, który niesamowicie potrafi zamknąć w obrazie szczęście.

Sukienki do naszych stylizacji zawdzięczamy polskiej marce: MARIE ZELIE – dziękujemy! | Na zdjęciach oprócz mnie możecie oglądać piękną Żanetę Bęcką | Paparazzi to mój osobisty mąż Zbigniew Fons

 

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Phone: +48 668 166 010
63-300 Pleszew